Poczucie własnej wartości u dzieci i nastolatków – co naprawdę pomaga je budować?

Dlaczego samo chwalenie dziecka nie zawsze pomaga? O tym, jak odróżniać wartość dziecka od jego zachowania, wyników i emocji oraz jak wspierać bardziej stabilne poczucie własnej wartości.

← Wszystkie artykuły

Poczucie własnej wartości u dzieci i nastolatków – co naprawdę pomaga je budować?

Do naszej poradni bardzo często dzwonią rodzice, którzy mówią, że ich dziecko ma niskie poczucie własnej wartości. Część z nich dodaje z bezradnością: „Przecież cały czas ją chwalę, mówię, że jest mądra, piękna, zdolna, wyjątkowa – a to nic nie daje”. To właśnie od takich rozmów warto zacząć pytanie: co właściwie pomaga dziecku budować poczucie własnej wartości?

Poczucie własnej wartości to nie przekonanie, że jestem najlepszy

Jeżeli dziecko ma mieć stabilne poczucie własnej wartości, nie może ono opierać się wyłącznie na tym, że jest zdolne, śliczne, grzeczne albo osiąga dobre wyniki. Prędzej czy później spotka kogoś zdolniejszego, atrakcyjniejszego, szybszego albo bardziej popularnego. Dostanie gorszą ocenę, przegra zawody, pokłóci się z przyjacielem, będzie miało trudniejszy okres. Jeżeli „jestem okej” opiera się wyłącznie na sukcesach, każdy taki moment zaczyna zagrażać nie tylko samoocenie w konkretnej dziedzinie, ale całemu obrazowi siebie.

Dlatego użyteczniejsze wydaje się inne rozróżnienie: dziecko może realistycznie wiedzieć, że czegoś nie umie, że ma trudność z matematyką, że nie jest najbardziej sprawne w klasie albo że zachowało się źle – i jednocześnie nie dochodzić do wniosku „jestem głupi”, „jestem beznadziejna”, „ze mną jest coś nie tak”. Informacja o kompetencji albo zachowaniu nie musi stawać się informacją o wartości człowieka.

Dlaczego pochwały czasem nie wystarczają?

Rodzice często intuicyjnie próbują „naprawić” niskie poczucie własnej wartości, dostarczając dziecku coraz więcej pozytywnych komunikatów. To zrozumiałe. Jeżeli córka mówi „jestem brzydka”, mamy ochotę odpowiedzieć „jesteś najpiękniejsza”. Jeżeli syn uważa, że jest głupi, chcemy przypomnieć mu wszystkie jego sukcesy. Tyle że taki sposób wspierania nadal może pozostawiać dziecko w tej samej logice: trzeba znaleźć wystarczająco mocne dowody, że jestem dobry, atrakcyjny, zdolny albo wyjątkowy.

Stabilniejsze jest doświadczenie, że jestem ważny również wtedy, kiedy coś mi nie wychodzi. Że mogę przeżyć porażkę, wstyd, zazdrość, złość albo rozczarowanie i nie tracę przez to miejsca w relacji. Dziecko nie potrzebuje przekonania, że zawsze jest najlepsze. Potrzebuje raczej doświadczenia, że nie musi być najlepsze, żeby nadal być kochane, zauważane i traktowane z szacunkiem.

Nie chodzi o to, żeby dziecko zawsze dobrze o sobie myślało. Chodzi o to, żeby gorsza ocena, porażka, złość albo krytyka nie zamieniały się automatycznie w przekonanie: „jestem gorszy”.

Oceniamy zachowanie, nie całe dziecko

Wychowanie oczywiście wymaga informacji zwrotnej. Dziecko potrzebuje wiedzieć, że uderzanie innych jest niedopuszczalne, że powinno naprawić wyrządzoną szkodę, że czasem musi się bardziej postarać albo nauczyć czegoś, czego jeszcze nie potrafi. Problem zaczyna się wtedy, kiedy granica między oceną zachowania a oceną osoby robi się niewyraźna.

„Dlaczego tylko czwórka z matematyki? Przecież stać cię na więcej” zwykle wypowiada rodzic, który chce dla dziecka dobrze. Troszczy się o jego przyszłość, widzi potencjał, boi się, że zostanie zmarnowany. Dziecko nie zawsze słyszy jednak intencję. Czasem słyszy po prostu: „czwórka nie wystarcza”. Jeśli podobne komunikaty powtarzają się przez lata, może powstać szersze przekonanie: „to, co robię, nie wystarcza”, a później „ja nie wystarczam”.

Jeszcze wyraźniej widać to podczas silnych emocji. Możemy być na dziecko źli i nadal je kochać. Ono może być wściekłe, zazdrosne, obrażone albo zachować się fatalnie i nadal pozostaje tym samym wartościowym człowiekiem. Możemy powiedzieć: „Widzę, że jesteś bardzo zły i masz prawo się złościć, ale nie pozwolę ci mnie uderzyć”. Jest w tym miejsce na emocję, granicę i relację. Nie musimy akceptować każdego zachowania, żeby akceptować człowieka.

Poczucie „poradzę sobie” buduje się także przez doświadczenie

Ważnym elementem zdrowego obrazu siebie jest także poczucie sprawczości. Dziecko potrzebuje doświadczać, że potrafi coś zrobić, nauczyć się, wytrzymać frustrację, poprosić o pomoc, poprawić błąd i spróbować jeszcze raz. Dlatego nadmierne wyręczanie może działać odwrotnie niż chcemy. Chronimy dziecko przed trudnością, żeby nie cierpiało, ale jednocześnie odbieramy mu część okazji do odkrycia: „to było trudne, ale sobie poradziłem”.

Nie oznacza to oczywiście wrzucania dziecka na głęboką wodę ani przekonania, że „życie musi zahartować”. Chodzi o trudności adekwatne do wieku i możliwości, przy obecności dorosłego, który nie robi wszystkiego za dziecko, ale jest dostępny wtedy, kiedy wsparcie naprawdę jest potrzebne.

Jak pracujemy z tym tematem w SENSO?

Kiedy dziecko albo nastolatek trafia do nas z niskim poczuciem własnej wartości, nie zaczynamy od przekonywania go, że „powinien bardziej w siebie wierzyć”. Przyglądamy się temu, jak mówi o sobie, czego od siebie oczekuje, czego się boi, jak reaguje na błędy, krytykę i porównywanie z innymi. Szukamy też źródeł tych przekonań: doświadczeń rówieśniczych, szkolnych, rodzinnych, trudności związanych z ADHD, spektrum autyzmu, lękiem czy innymi obszarami funkcjonowania.

W pracy z dziećmi i nastolatkami bardzo ważna jest również współpraca z rodzicami. Czasem niewielkie zmiany w codziennym języku robią dużą różnicę: mniej globalnych ocen, więcej konkretnej informacji zwrotnej; mniej prób natychmiastowego „naprawiania” emocji, więcej ciekawości; mniej komunikatów „stać cię na więcej”, więcej rozmowy o tym, czego dziecko potrzebuje, żeby zrobić kolejny krok.

Co warto, żeby dziecko wyniosło z domu?

Być może nie przekonanie „jestem wyjątkowy”, tylko coś spokojniejszego i bardziej odpornego na życie: mogę czegoś nie umieć i nadal być okej. Mogę się pomylić i naprawić błąd. Mogę być zły i nadal być kochany. Mogę potrzebować pomocy. Mogę spotkać kogoś lepszego ode mnie w konkretnej dziedzinie i nie znaczy to, że jestem mniej wartościowy.

To nie jest stan, który buduje się jednym zdaniem ani jedną rozmową. Raczej efekt setek małych doświadczeń, w których dziecko stopniowo uczy się, że jego wartość nie znika wtedy, kiedy świat nie potwierdza, że jest najlepsze.

Chcesz przyjrzeć się temu bliżej?

Jeśli martwi Cię sposób, w jaki Twoje dziecko mówi o sobie, bardzo silnie przeżywa błędy, porażki albo porównywanie z innymi, możemy wspólnie zastanowić się, czego potrzebuje i jaka forma wsparcia będzie najbardziej adekwatna.

Nie wiesz, od czego zacząć?

Możesz umówić się na bezpłatną konsultację wstępną. Spokojnie porozmawiamy o tym, czego potrzebujesz i jaki pierwszy krok będzie najbardziej odpowiedni.

Zadzwoń: 505 260 830