Poczucie własnej wartości u dorosłych – co to właściwie znaczy?
Czy można mieć poczucie własnej wartości wtedy, kiedy nie odnosimy sukcesów, ktoś nas odrzuca, tracimy pracę, przybieramy na wadze albo popełniamy błąd, którego później żałujemy? Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, to warto zatrzymać się przy jednym z najczęściej używanych, a jednocześnie najmniej oczywistych pojęć w psychologii: czym właściwie jest poczucie własnej wartości?
Kto może mieć poczucie własnej wartości?
Spróbujmy prostego eksperymentu myślowego. Czy profesor renomowanego uniwersytetu, autor książek i człowiek podziwiany w swoim środowisku może mieć wysokie poczucie własnej wartości? Oczywiście. A czy może je mieć osoba z niepełnosprawnością, która w wielu codziennych czynnościach potrzebuje pomocy innych? Kobieta pracująca od trzydziestu lat jako kasjerka? Mężczyzna, którego firma właśnie zbankrutowała? Student, który po raz kolejny nie zdał egzaminu? Człowiek, który zachował się wobec kogoś źle i dzisiaj tego żałuje?
Jeżeli czujemy, że odpowiedź nadal brzmi „tak”, dochodzimy do ważnego wniosku. Wartość człowieka nie może być tym samym co suma jego osiągnięć, kompetencji, wyglądu, zachowania czy społecznego statusu. Gdyby tak było, musielibyśmy konsekwentnie przyjąć, że profesor jest bardziej wartościowym człowiekiem od kasjerki, osoba zdrowa jest więcej warta od osoby chorej, a ktoś, kto właśnie dostał awans, na chwilę staje się bardziej wartościowy niż tydzień wcześniej. Brzmi absurdalnie. A jednak wobec samych siebie bardzo często właśnie w taki sposób funkcjonujemy.
Poczucie własnej wartości a samoocena
Na potrzeby tego tekstu proponujemy proste, praktyczne rozróżnienie. Poczucie własnej wartości możemy rozumieć jako dość fundamentalne przekonanie, że mam wartość jako człowiek i nie muszę na nią nieustannie zasługiwać. Samoocena może natomiast dotyczyć tego, jak oceniam siebie w konkretnej dziedzinie. I tutaj wcale nie chodzi o to, żeby każda ocena była wysoka. Mogę uważać, że dobrze radzę sobie zawodowo, ale jestem kiepska w sporcie. Mogę świetnie budować relacje z ludźmi i jednocześnie mieć fatalne zdolności organizacyjne. Mogę dobrze pisać i zupełnie nie umieć śpiewać.
Kiedy zaczynamy uczyć się czegoś nowego, naturalnym punktem wyjścia jest właśnie to, że jeszcze tego nie umiemy. Nie ma nic niepokojącego w stwierdzeniu: „nie jestem w tym dobra”, „mam w tym mniej doświadczenia od innych”, „popełniłam błąd”. Problem zaczyna się wtedy, kiedy „nie jestem dobra z matematyki” zmienia się w „jestem głupia”, „nie dostałam tej pracy” w „do niczego się nie nadaję”, a „źle zareagowałam wobec dziecka” w „jestem złą matką”. Wtedy ocena jednego fragmentu naszego funkcjonowania zaczyna rozlewać się na całą osobę.
Mogę czegoś nie umieć, mogę popełnić błąd, mogę przegrać, mogę zachować się źle. Każda z tych informacji mówi coś o moich kompetencjach, decyzjach albo zachowaniu. Żadna nie odpowiada jednak na pytanie, ile jestem wart jako człowiek.
Od czego uzależniamy własną wartość?
Większość z nas zna ten mechanizm z własnego doświadczenia. Dostajemy awans, ktoś publicznie docenia naszą pracę i przez jakiś czas naprawdę dobrze o sobie myślimy. Potem zmienia się strategia firmy, zaczynają się redukcje i nasze stanowisko zostaje zlikwidowane. Rozsądnie wiemy, że mogło zdecydować o tym wiele czynników, ale gdzieś w środku pojawia się pytanie: „Może jednak nie byłam wystarczająco dobra?”. Podobnie działa wygląd, relacje, rodzicielstwo, pieniądze czy aprobata innych ludzi. Kiedy właśnie w tym obszarze wszystko idzie dobrze, czujemy się bezpiecznie. Kiedy zaczyna się chwiać, razem z nim potrafi zachwiać się cała opinia o sobie.
Dlatego ciekawym ćwiczeniem bywa pytanie: co musiałoby mi się przydarzyć, żebym zaczęła myśleć o sobie znacznie gorzej? Utrata pracy? Przytycie dziesięciu kilogramów? Rozstanie? Krytyka ze strony osoby, na której opinii mi zależy? Problemy mojego dziecka? Świadomość, że ktoś jest ode mnie znacznie lepszy w dziedzinie, którą uważam za „swoją”? Odpowiedzi często pokazują, na czym opieramy prawo do akceptowania siebie.
Nie chodzi przy tym o rezygnację z rozwoju. Możemy chcieć być lepsi w pracy, dbać o zdrowie, naprawiać relacje, uczyć się nowych rzeczy i brać odpowiedzialność za błędy. Akceptacja siebie nie polega na udawaniu, że wszystko robimy świetnie. Chodzi raczej o to, żeby informacja „coś w moim życiu nie wygląda teraz tak, jak chciałabym” nie zamieniała się automatycznie w komunikat „ze mną jest coś nie tak”.
Wewnętrzny krytyk zwykle mówi językiem wyroków
Z czasem nikt nie musi już stać obok nas i mówić „stać cię na więcej”. Bardzo skutecznie uczymy się robić to sami. Powstają przekonania, które brzmią jak oczywiste fakty: powinnam być bardziej zorganizowana, normalni ludzie sobie z tym radzą, nie wolno mi nikogo zawieść, dobra matka nie zachowuje się w ten sposób, jeśli nie odnoszę sukcesu, to znaczy, że zmarnowałam potencjał. Im częściej słyszymy je we własnej głowie, tym łatwiej przestajemy zauważać, że są interpretacją, a nie obiektywnym opisem nas samych.
Jak pracujemy z tym tematem w SENSO?
Kiedy dorosła osoba trafia do nas z niskim poczuciem własnej wartości, nie próbujemy po prostu przekonać jej, że tak naprawdę jest niezwykle zdolna, fantastyczna i powinna codziennie rano powtarzać to sobie przed lustrem. Znacznie ciekawsze jest wspólne przyjrzenie się historii, którą człowiek opowiada sam sobie na swój temat. Skąd wiem, że muszę być świetna, żeby zasługiwać na akceptację? Co dla mnie oznacza błąd? Co dzieje się ze mną, kiedy ktoś mnie krytykuje? Dlaczego tak bardzo potrzebuję, żeby inni byli ze mnie zadowoleni? Jakie potrzeby próbuję zaspokoić: bezpieczeństwa, uznania, bliskości, autonomii czy poczucia kompetencji?
Czasami dużą zmianą okazuje się już nauczenie się innego sposobu opowiadania o sobie. „Jestem beznadziejna w relacjach” można zamienić na: „Bardzo boję się odrzucenia i czasami reaguję w sposób, który później mi nie służy”. „Jestem leniwy” na: „Mam ogromną trudność z rozpoczynaniem zadań i chcę zrozumieć, co się wtedy dzieje”. „Jestem złą matką” na: „W pewnych sytuacjach reaguję wobec dziecka w sposób, którego nie chcę powtarzać”. Pierwsza wersja każdego z tych zdań jest wyrokiem. Druga opisuje problem, nad którym można pracować.
Nie trzeba być wyjątkowym, żeby móc być po swojej stronie
Za większością codziennych wysiłków stoi przecież coś więcej niż kolekcjonowanie wyników. Chcemy mieć dobre życie, bliskie relacje, rozwijać się w kierunku, który ma dla nas sens, potrafić cieszyć się tym, co mamy, i radzić sobie z tym, czego nie możemy zmienić. Trudno jednak budować takie życie, jeżeli znaczną część energii zużywamy na nieustanne sprawdzanie, czy już zasłużyliśmy na prawo do akceptowania samych siebie.
Można czegoś nie umieć. Można przegrać rekrutację. Można mieć gorszą kondycję niż kilka lat temu. Można źle się zachować i później próbować naprawić to, co się zrobiło. Wszystkie te informacje mogą być dla nas ważne i pomagać coś zmieniać. Żadna z nich nie odpowiada jednak na pytanie, ile jesteśmy warci jako ludzie. Być może właśnie od tego warto zacząć pracę nad poczuciem własnej wartości: nie od prób przekonania siebie, że jesteśmy wyjątkowi, tylko od budowania takiej relacji ze sobą, w której nie trzeba być wyjątkowym, żeby móc być po swojej stronie.
Chcesz przyjrzeć się temu bliżej?
Jeśli rozpoznajesz u siebie sposób myślenia, w którym błąd szybko zmienia się w „jestem beznadziejna”, krytyka w „nie jestem wystarczający”, a akceptacja siebie zależy od wyników, wyglądu czy opinii innych ludzi, można nad tym pracować. W SENSO pomagamy przyglądać się przekonaniom, schematom i potrzebom, które stoją za taką narracją o sobie.
Nie wiesz, od czego zacząć?
Możesz umówić się na bezpłatną konsultację wstępną. Spokojnie porozmawiamy o tym, czego potrzebujesz i jaki pierwszy krok będzie najbardziej odpowiedni.
Zadzwoń: 505 260 830